Budyniowe naleśniki

image

Pyszne, proste i szybkie w przygotowaniu.  I przelicznik na jednego jest banalny –  1 jajko/łyżka budyniu.

A więc do dzieła!

Składniki: (wychodzą 4 placko/naleśniki,  porcja dla dwóch osób)
– 4 jajka
– 4 łyżki budyniu (u mnie czekoladowy Oetker,  wyszło dokładnie całe opakowanie)
– szczypta cukru trzcinowego/ksylitolu

Wszystko mieszamy mikserem, smażymy na rozgrzanej patelni z niewielką ilością oleju kokosowego. 

image

Krem:
– opakowanie serka wiejskiego
– miód płynny/cukier trzcinowy

Krem miksujemy na gładko,  naleśnik smarujemy i składamy,  dodajemy owoce. 

image

image

Śniadanie / podwieczorek idealny!

Ciasto marchewkowe z kremem twarożkowym

Ciasto marchewkowe to coś co chyba już wszyscy znają.  U mnie dziś troszkę inna forma,  zamiast mąki występują płatki owsiane.

image

Składniki na ciasto:
– 3,5 szklanki startej marchewki
– 1,5 szklanki płatków owsianych
– 4 duże jajka
– 3 łyżki miodu
– 2 łyżki płynnego oleju kokosowego/rzepakowego
– 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
– przyprawy: cynamon,  mielone goździki,  anyż,  imbir do smaku
– orzechy (włoskie lub laskowe,  pokrojone w połówki lub drobniej)

Krem:
– serek śmietankowy do smarowania (70g) (np president,  nie może być słony!)
– 100 g twarogu chudego
– 150 ml jogurtu greckiego o obniżonej zawartości tłuszczu
– miód lub ksylitol do posłodzenia
– płatki migdałów do opruszenia

image

Marchew ścieramy na wiórki.  Płatki mielimy w blenderze na mąkę.
Białka oddzielamy od żółtek,  ubijamy na sztywno ze szczyptą soli.  Mieszamy delikatnie z żółtkami na niskich obrotach,  do połączenia. Dodajemy powoli startą marchew,  przyprawy,  proszek,  płatki zmielone, mieszamy.  Dodajemy olej i miód i mieszamy ostatni raz.
Małą tortownicę smarujemy olejem i wykładamy dno papierem do pieczenia.  Ciasto wylewamy do formy,  pieczemy w 170 ° około 50 minut.

image

Gdy ciasto wystygnie miksujemy składniki kremu i smarujemy wierzch ciasta,  opruszamy migdałami.  Smacznego!

Pasta z ciecierzycy i suszonych pomidorów

W poszukiwaniu pasty z ciecierzycy przekopałam chyba tonę blogów.  Na wielu pojawiała się papryka,  której nie chciałam w paście.  Ostatecznie postawiłam na połączenie kilku przepisów w jeden. 

image

Składniki:
– puszka ciecierzycy
– 6-7 sztuk pomidorów suszonych z oleju
– kilka łyżek zalewy olejowej z pomidorów
– garść pestek dyni
– zioła prowansalskie (3 szczypty). 

Ciecierzycę wsypujemy na sitko,  płuczemy pod zimną wodą.  Odsączoną przekładamy do naczynia blendera,  wrzucamy pozostałe składniki,  blendujemy ok 2-3 minuty do uzyskania gładkiej,  jednolitej konsystencji. 

image

Podajemy razem z pieczywem.  Smacznego!

Domowe mleko kokosowe (i mąka kokosowa)

image

Mleko kokosowe –  pyszne,  niezastąpione do porannego puddingu z  chia (i bananami i orzechami,  mniam!!) Niezwykle proste do wykonania w domu.  Potrzebny nam będzie duży słoik :) 

Składniki:
– 200 g wiórek
– 1,5 l wody (przefiltrowanej lub przegotowanej) 
– słoik i gaza

Wiórki wsypujemy do słoika, zalewamy, 1,2 litra wody.  Zostawiamy na kilka godzin,  a najlepiej to na całą noc. 

image

Następnego dnia całość blendujemy blenderem,  na miskę lub słoik nakładamy gazę i całość przelewamy przez gazę w celu odcedzenia naszego mleka. Pozostałe wiórki zalewamy jeszcze raz,  300 ml gorącej wody i jeszcze raz blendujemy (można trochę odczekać,  żeby nie uszkodzić blendera wrzątkiem).  Jeszcze raz przecedzamy i tak oto powstaje domowe mleko kokosowe!  Przechowujemy  w lodówce,  w butelce lub w słoiku,  używamy do wszystkiego do czego tylko chcemy:)

Teraz należy właściwie wykorzystać pozostałe nam wiórki. 

image

Mąka kokosowa

Blachę z piekarnika wykładamy papierem do pieczenia,  wiórki wsypujemy na papier.  Suszymy w piekarniku w 80-100° przez 30-45 minut.  Suche wiórki przekładamy do blendera i miksujemy na mąkę. Gotową przechowujemy szczelnie zamkniętą,  najlepiej w słoiku. 

image

Proste? Super proste! :)

Masło z awokado

Awokado – jedno z najdrowszych owoców na świecie,  źródło wielu witamin,  minerałów oraz nienasyconych kwasów tłuszczowych. 

image

Już kiedyś pisałam że średnio przepadam na samym awokado i dalej tak jest :)  natomiast w poszukiwaniu wspierania odporności naturalnymi środkami, staram się je regularnie włączać do posiłków.  Dziś przepis na masełko,  prosty i nieskomplikowany.  Składniki:
– awokado
– 3-4 łyżeczki soku z cytryny
– mielona sól himalajska/morska (ok 1/3 łyżeczki,  lub jak ktoś woli słone może być więcej) 

Wielbiciele ostrych smaków mogą dodać tabasco.  Jeżeli masełko będzie zjedzone od razu całe można też dodać ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę,  czy skrojoną pietruszkę. 

Awokado na masło musi być dojrzałe –  miękkie tak jak ciepłe masło,  palec wchodzi lekko w skórkę.
Awokado przekrajamy wzdłuż pestki   obracamy i rozdzielamy na dwie połowy. Pestkę wyciągamy –  wyrzucamy albo hodujemy z niej roślinkę:) Owoc kroimy w kawałki,  wrzucamy do blendera.  Dodajemy sól i sok z cytryny. 

image

Wszystko miksujemy i gotowe!  Pyszne masełko,  najlepsze ze świeżym chlebem i pomidorkami koktajlowymi. 
Przechowywać w lodówce pod przykryciem.

image

Smacznego!

Bieszczady

Bieszczady – każdy słyszał, nie każdy był. Niektórzy dalej myślą, że to gdzieś daleko na wschodzie (to prawda) gdzie jeżdżą tylko harcerze (nieprawda) a niedźwiedzie i wilki chodzą środkiem drogi (bardzo nieprawda).

Dlaczego Bieszczady?

Może zacznijmy od początku. Mamy 2011 rok, jesteśmy z Maćkiem na koloniach w Pobierowie, kolega Bartek opowiada o Bieszczadach. Ja, harcerka od dzieciaka, Bieszczady mam wpojone w piosenkach harcerskich i w opowieściach mamy i taty. Maciek, podatny na moje pomysły, pada hasło – to co, jedziemy w Bieszczady? No i jedziemy! Od Bartka dostaliśmy namiar na panią która nocuje miłych studentów za piątaka. Od taty dostałam namiar na schronisko na końcu świata, bez prądu (bardzo po bieszczadzku), bieżącej wody (again) i innych takich przyjemności typu wifi czy zasięg😉

I tak oto wybraliśmy się w Bieszczady po raz pierwszy. I nie ostatni. Bo musicie wiedzieć – kto raz jedzie w Bieszczady, już na zawsze zostawia tam kawałek swojego serca.

Jak dotrzeć?

My jechaliśmy już na dwa sposoby, pociągiem i autobusem. Pociągiem relacji Wrocław – Rzeszów (dobra cena, fajnie bo można nogi rozprostować, choć czasem może być tłoczno) i Polskim Busem relacji Wrocław – Rzeszów (też ok, tylko trochę mało miejsca i ciężko się zdrzemnąć).

bieszczady mapka

Co dalej? Bo przecież Rzeszów to jeszcze nie Bieszczady?

Otóż moi drodzy. Teraz zaczyna się cała podróż. Są dwie opcje do wyboru:
* można jechać prosto w góry -> i tu polecamy Ustrzyki Górne, niedużą miejscowość na samym dole mapy. Tylko jest jedno ALE. Ale jak? Można dostać się busem, o ile nie macie choroby lokomocyjnej, gdyż lokalne drogi są bardzo kręte, a lokalni kierowcy rzadko kiedy uznają ograniczenia prędkości i fakt tego że mamy ruch prawostronny😉 Pociągiem się niestety nie dostaniecie, bo tam nie dociera. A szkoda!

* można jechać też najpierw na koniec świata (czytaj Łupków) i zresetować się totalnie. Przyjechać, dostać michę ciepłej zupy, zjeść wegańskie kruche z wiśniami, nawdychać się świeżego powietrza, pobujać w hamaku, skoczyć tunelem na Słowację po piwo jedno, góra sześć, zobaczyć pozostałości po łemkowskim cmentarzu, podziwiać z Luśką wschód słońca i zachód, wypić Inkę przy drewnianym stole na tarasie, spojrzeć w gwiazdy pod najbardziej rozłożystym drzewem w całym podkarpackim. Można się nawdychać dymu z ogniska, potaplać  w błocie które jest prawie zawsze, narąbać drew co by było jak zagrzać wodę na herbatę na piecu, przynieść wiadro wody ze studni, czy po prostu, zasiąść na schodach ganku i po prostu na chwilę się zatrzymać.

lukpow

autor zdjęcia: Łukasz Widziszowski /do znalezienia na FB: Łukasz Widziszowski fotografia

Jak dostać się do Łupkowa? Ja polecam pociągiem, szczególnie ze od majówki wracają z powrotem połączenia weekendowe i w każdy weekend będzie można dojechać szynobusem aż do stacji Nowy Łupków.

A kiedy już nabierzecie sił i zapomniecie o problemach całego świata, można wybrać się w Bieszczady (czyli że góry)! A najlepiej po Bieszczadach podróżuje się samochodem. Ale nie swoim, tylko cudzym, czyli że autostopem. Kciuk w górę, partner obok (sama chyba bym się nie odważyła) i czekamy na tego kto pierwszy się zatrzyma. My w ten sposób przejechaliśmy już w samych Bieszczadach ponad 2 tysiące kilometrów i odbyliśmy godziny rozmów o wszystkim i o niczym, pogodzie, niepogodzie, przeszłości, przyszłości, polityce, niedźwiedziach i pierogach (tak, wiemy gdzie dają najlepsze w Bieszczadach ;)).

Skoro wiemy już jak dojechać i gdzie pojechać, to teraz pytanie, gdzie spać? W samych górkach spaliśmy w dwóch miejscach;
* w Ustrzykach Górnych, u przemiłej pani, za okrągłego piątaka (dla chętnych, pytacie się w spożywczaku – są tylko dwa więc się nie zgubicie😉 – a potem tubylcy was pokierują. Warunki iście spartańskie – kąpiel w korytku blaszanym, ze szlaufa, górską wodą, kibelek, na pięterku nad gospodarczym pomieszczeniem kilka łóżek, lusterko sygnowane znaczkiem PKP i stolik z krzesełkami. Na lewo widok na Caryńską, na prawo na Tarnicę. Trzeba pamiętać o zabraniu kuchenki gazowej oraz naczyń, inaczej nici z obiadu😉 Dodatkowo, można liczyć na niesamowite towarzystwo – nam udało się spotkać czterech żołnierzy z jednej z tajniejszych jednostek, którzy właśnie „ćwiczyli Bieszczady” przed startem do kolejnej jednostki, gdzie warunkiem było przetrwać kilka dni na szlaku z całym ekwipunkiem, przejść dziennie kilkadziesiąt kilometrów bez względu na niepogodę i! pozostać niezauważonym przez innych wojskowych.

* w Lutowiskach, w Szkolnym Schronisku Młodzieżowym, na burżuja za 12 zł. Z prysznicami, pełnym wyposażeniem kuchni, z delikatesami pod nosem, vis a vis przystanku autobusowego i! bankomatu! W schronisku sale wieloosobowe, ale podczas naszego pobytu było pusto, razem w całym schronisku było 7 osób. Jedyny mankament to fakt, że jest kawałek do górek, ale jak już wiecie – wystarczy wyciągnąć kciuk i już jedziesz😉

Gdzie jeść?

Ogólnie, my nigdy nie mamy z tym problemu gdyż na wyjazdach zawsze gotujemy sami, oczywiście poza pierogami -> zajazd Pod Caryńską, najlepsze pierogi łemkowskie i z oscypkiem! Zdarzył się nam też obiad w Komańczy w tamtejszej restauracji – polecamy. Poza tym, samodzielne pichcenie turystyczne, czyli jajecznica/makaron z sosem/sos z makaronem😉

szamka

śniadanie na szlaku / turystyczna musi być

Gdzie pić (%)?

W związku z tym że Maciek nie odpuściłby tematu piwnego, w zeszłe wakacje w drodze w Bieszczady odwiedziliśmy Ursę (w miejscowości Uherce Mineralne), bieszczadzki browar. I powiem szczerze – jest co zobaczyć. Można podziwiać proces produkcji przez szybę, browar jest rewelacyjnie udostępniony, na miejscu można napić się piwa, zakupić szkło, zdegustować na desce – naprawdę super. I jest też co wypić, bo Ursa ma naprawdę niesamowite rzemieślnicze piwa! Moje ulubione to Podróżnik – niesamowicie lekkie Light Pale Ale – oraz niedawno degustowany Przemytnik, mocny English Barleywine.

Na dodatek cały browar jest urządzony w fajny, nowoczesny sposób, więc wielbiciele designu też będą mieli co pooglądać. W Lutowiskach blisko naszego schroniska był bar gdzie można było zasiąść, natomiast w Ustrzykach jest kilka miejsc gdzie wieczorami rozkręcają się naprawdę fajne imprezy, często zdarzają się też koncerty, między innymi w dość znanym tamtejszym schronisku Kremenaros.

Gdzie bywać poza szlakiem?

Ogólnie Bieszczady przeżywają teraz taki duży boom. W wakacje dzieje się tam naprawdę wiele, mają dużo swoich imprez jak chociażby kolejny już w tym roku Rozsypaniec, gdzie można zobaczyć gwiazdy piosenki turystycznej czy poezji śpiewanej, a także spotkać lokalne rękodzieło. Nam też w zeszłym roku udało się trafić na Święto Chmielu (tak! Mają tam takową miejscowość i Maciek by mi nie odpuścił gdybyśmy nie pojechali na Święto Chmielu). A na święcie Chmielu mieliśmy okazję siedzieć 3 metry od sceny na której występował niezastąpiony i absolutnie niestarzejący się nigdy Kasprzycki. W tym roku również wybieramy się w Bieszczady i już dziś wiemy że 20 sierpnia będziemy w Mucznem na koncercie, na V edycji Festiwalu Doliny Sanu, gdzie gwiazdą wieczoru będzie mój ulubiony Dom o Zielonych Progach. Ogólnie w Bieszczadach dzieje się, a o wszystkich imprezach powiedzą nam plakaty, gęsto rozwieszone na przystankach autobusowych. A jeśli macie w planach nocować w Ustrzykach, to tam w ogóle dzieje się codziennie😉

Jak się przygotować i gdzie bywać na szlaku?

Otóż moi drodzy. Są rzeczy które zobaczyć TRZEBA, tak zwane bieszczadzkie must have. Ale najpierw – bądźcie świadomi. To są  góry. W góry trzeba się ubrać odpowiednio, błagam nie idźcie w sandałach na Połoninę (tak, byliśmy tak, dzięki dziewczyno z przystanku, moje palce do dziś to pamiętają!) . Tak, te góry na zdjęciach wyglądają pięknie i łagodnie, a te połoninki takie płaskie, ale są też podejścia i zejścia, a nikt z Was nie chce lecieć helikopterem GOPR. Podstawa podstaw to buty i nieprzemakalna kurtka, a reszta – możecie nawet iść w bikini, tylko trzeba pamiętać że najbliższa apteka z panthenolem jest dopiero w Ustrzykach Dolnych. A no i moi drodzy. To że na dole na rozstaju dróg zasięg i GPS jest na 100 % nie oznacza że u góry też tak będzie. Tak więc, marsz do punktu informacyjnego, po mapkę. I to koniecznie kupioną na miejscu, a nie w Empiku we Wrocławiu, bo się zdziwicie😉 – o ile szlaki się zgadzały i główne drogi, o tyle czasy przejść ktoś sobie chyba zgadywał.

A więc, mamy buty, kurtkę, jedzenie na szlak (to że na mapie jest 3 godziny, nie znaczy że to będą 3 godziny, należy zapakować chlebek, turystyczną, jajko na twardo i pomidory. I wodę. Dużo wody). W punkcie przed szlakiem musimy zaopatrzyć się w wejściówkę na teren Bieszczadzkiego Parku Narodowego i już można rozpocząć wędrówkę. Wejściówki w dwóch wersjach, ulgowe dla uczniaków, oraz nieulgowe. Można też kupić dzienny lub tygodniowy. Miejsca zakupu wejściówek na teren Parku Narodowego są oznaczone na mapach.

A teraz będzie na poważnie o tym co konieczne do zobaczenia w górach. Oczywiście, najwyższy szczyt w Bieszczadach, Tarnica – można spróbować zobaczyć z wielu stron, wejść przez Szeroki Wierch, lub od Wołosatego, czy od Rozsypańca przez Halicz i dolinę Goprowską, lub najdłuższą trasą przez niesamowite Bukowe Berdo.

Tu wejście przez Szeroki Wierch, Tarnica i zejście w Wołosatem:

Wejście przez Rozsypaniec i Halicz:

oraz przez Bukowe Berdo:

Potem Połoniny: Caryńska, oraz Wetlińska, z  postojem w Chatce Puchatka, na Żurek lub kawę.

Połonina Caryńska:

Połonina Wetlińska i Smerek:

Koniecznie Kremenaros, z przystankiem w polsko – ukraińsko – słowackich jagodach.

I oczywiście Mała i Wielka Rawka, z postojem w schronisku pod Rawkami gdzie urzęduje cała gromada cudownych kotów. Można wejść od Małej lub od Wielkiej Rawki, a także Wielkim Działem.

To są takie absolutne podstawy bieszczadzkie, które należy zobaczyć koniecznie.

My na ten rok mamy w planach również Otryt – choć znawcy tamtejszych okolic mówią by uważać na niedźwiadki😉 oraz okolice Nasicznego, a także inne nowe widoki. I oczywiście wrócimy też na szlaki już przez nas odwiedzone – ciągną jak magnes!

Ah. No i jeszcze jedna atrakcja. Ukraina – jeśli macie paszport, polecam. My byliśmy tylko na szybkich zakupach spożywczo – monopolowych😉 ale jak ktoś ma więcej czasu to warto wyskoczyć na dzień – dwa na część ukraińską. Blisko Ustrzyk Dolnych jest przejście w Krościenku, ale jest to przejście samochodowe i pieszo się nie przedostaniecie. Natomiast przejście piesze jest w Medyce, czyli już praktycznie na linii Przemyśla. Pamiętajcie też, że przed wycieczką na Ukrainę należy wymienić plny na hrywny, a można to zrobić w kantorze w Ustrzykach Dolnych. Na chwilę obecną 1 hrywna to 14 polskich groszy. I pomyśleć, że 4 lata temu 1 hrywna była warta 3 razy tyle…

Jeśli macie ochotę na ukraińskie słodycze, papierosy i alkohol to wcale nie musicie jechać za granicę. Sytuacja na Ukrainie zmusza ludzi do tego, że codziennie przekraczają polską granicę i o tyle o ile jeszcze kilka lat temu sprzedawali wszystko po targach i bali się pokazywać z papierosami czy alkoholem, tak teraz można ich spotkać w Ustrzykach Dolnych pod każdym dużym sklepem; Biedronką, czy lodziarnią.

Kiedy jechać w Bieszczady?

Dla ludzi jadących pierwszy raz, najlepiej w wakacje. Wtedy kiedy jest ciepło, jest względnie stabilna pogoda (w górach pogoda nigdy nie jest stabilna na 100%!)  i nie idzie się zgubić. My za każdym razem byliśmy w sierpniu, ludzi owszem dużo, a 15 sierpnia zdarzyło się nam wręcz stać w kolejce w drodze na Połoninę Caryńską ;)  i oczywiście Tarnica jest dość obleganym miejscem.

Czy należy się odpowiednio zaopatrzyć w prowiant?

Ogólnie, małych sklepów i delikatesów jest dużo, problem mogą mieć jedynie alergicy i dietowcy. W Ustrzykach Dolnych jest też Biedronka (ba, nawet dwie!). Warto dokładnie przemyśleć prowiant na wyjazd, jeżeli chcemy się skupić na wędrówkach po górach a nie jeżdżeniu po sklepach i poszukiwaniu obiadu. W Ustrzykach Górnych są dwa nieduże sklepy gdzie można zaopatrzyć się w prowiant, podstawowy osprzęt typu chustka i kije, czy kosmetyki, bez problemu od dyszki można też zapłacić kartą. W Lutowiskach natomiast są większe samoobsługowe delikatesy, a nawet bankomat.

My byliśmy w Bieszczadach trzy razy, w 2011 roku sami, w 2012 roku wraz dwójką znajomych – którzy regularnie od tamtej pory wspominają o tym jak bardzo chcą tam wrócić oraz w zeszłym roku (2015) i chyba nigdy nie powiem, że mi się znudziło. Jest magicznie, inaczej, sielsko, bardzo bieszczadzko. Bardzo, bardzo polecam! Obiecuję w tym roku dokładne opisy poszczególnych wejść i fotorelacje😉

Czekoladowy omlet z domową nutellą

Czekoladowy omlet,  obłędnie kakaowy,  idealny. Przepis inspirowany omletami @_katnova_  A pod przepisem na omlet przepis kombinowany na domową nutellę.

image

Składniki na omlet:
– 2 jaja
– 2 łyżki mąki jaglanej
– łyżeczka kakao/karobu
– poł łyżeczki cukru trzcinowego/ ksylitolu
– pół łyżeczki sody

I dodatki: gorzka czekolada drobno siekana/orzechy laskowe/ żurawina itd. Smażymy na oleju kokosowym,  a posiadacze patelni beztłuszczowych mogą próbować bez. 

Jajka ubijamy z cukrem na puszystą pianę.  Dodajemy delikatnie mąkę,  kakao,  sodę,  miksujemy.  Rozgrzewamy patelnię z tłuszczem lub bez,  masę omletową przekładamy przy użyciu łopatki silikonowej na patelnię. 

image

Teraz jest moment na wrzucenie dodatków,  orzechów,  żurawiny,  wg uznania.  Smażymy na małym ogniu,  baaaardzo powoli,  z każdej strony.  Po usmazeniu zostawiamy jeszcze omlet pod przykryciem na ok 5-6 minut żeby doszedł do siebie –  będzie lepszy,  bardziej puszysty,  nie opadnie! W czasie gdy omlet się smaży,  zabieramy się za nutellę,  znaną częściowo z przepisu na krem czekoladowy :) 

Składniki na nutellę:
– banan
– super dojrzałe avokado
– 2 łyżeczki kakao
– łyżeczka miodu (jak komuś za mało to dodać)
– 4 łyżeczki masła orzechowego,  najlepiej domowego (przepis w przepisie na bananowiec) 
– łyżeczka amarantusa ekspandowanego

image

Składniki umieszczamy w blenderze,  miksujemy.  Po zjedzeniu części z omletem resztę przechowujemy w pojemniku w lodówce.

Przygotowany omlet kroimy na talerzu na 4 części i komponujemy z nutellą w „torciki”.

image

Smacznego!